Skomlin. Ogień zabrał im dach nad głową. Babcia z wnuczką proszą o pomoc

To był dzień jak każdy inny. Wieczorem Julia i jej babcia zasiadły wygodnie w swoim przytulnym domku. Ponieważ już było nieco chłodno, babcia postanowiła ocieplić atmosferę i odpalić eko- kominek. To taki niewielki przedmiot wiszący na ścianie, który już od roku umilał chłodne wieczory. Zakupiony za niecałe 200 zł, do własnego montażu, w jednym z marketów budowlanych. Taka alternatywa dla tych, których albo na prawdziwy kominek nie stać, albo też zwyczajnie nie mają możliwości go zamontować.

Jeszcze się nie grzało w domu, więc chciałam ten kominek odpalić, żeby było choć troszkę cieplej. Ten kominek jest na bio- paliwo. Nalałam z takiego dzbanuszka, żeby odpalić ten kominek. I jak kapnęłam tego paliwa to to wybuchło. Nie wiem dlaczego tak się stało. Nawet z tego kominka wyleciały jakieś elementy. Ten kominek był używany przez nas nie raz, nigdy nic się nie działo.

Jak to tak buchnęło to zajęło fotel, koc. Wszystko zaczęło się palić w mgnieniu oka. Myśmy próbowały gasić, ale jedno po drugim trawił ogień. Dywan, po chwili wersalka. Ten pokój został zniszczony całkowicie. Pomieszczenia obok są bardzo mocno zadymione. Cały pokój jest do remontu. Sufit jest trzcinowy i pod wpływem gorąca się wybrzuszył – mówi Maria Gąsior, właścicielka domu.

Natychmiast o pożarze poinformowana została straż pożarna. Na ulicę Konstytucji 3-go Maja przyjechało aż 5 jednostek, z tego 3 lokalne jednostki OSP i 2 z JRG z Wielunia.

-Pożarem objęty był jeden pokój domu jednorodzinnego. Przypuszczalną przyczyną pożaru było nieprawidłowe eksploatowanie bio-kominka. Spaleniu uległo wyposażenie tego pokoju. Straty wyceniono na około 18 tys. zł. Nasze działania polegały na ugaszeniu pożaru, zabezpieczeniu miejsca zdarzenia i przewietrzeniu pomieszczeń – komentuje Grzegorz Kasprzyczak, rzecznik PSP w Wieluniu.

Na miejscu pożaru pojawiła się również policja. Funkcjonariusze z Komisariatu Policji w Białej przyjechali ukarać właścicielkę domu.

-Na miejscu ustalono, że przyczyną pożaru było nieprawidłowe użytkowanie bio-kominka. 66-letnia mieszkanka, podczas dolewania paliwa do urządzenia, zaprószyła ogień. Kobieta została ukarana mandatem karnym za popełnione wykroczenie, czyli nieostrożne obchodzenie się z ogniem – wyjaśnia Katarzyna Grela, rzecznik KPP w Wieluniu.

Pani Maria przerażona pożarem, nawet się nie zastanawiała, tylko w całym tym letargu mandat przyjęła. Jak dodaje Julia, policjanci tłumaczyli, że takie są procedury. W efekcie wyszło tak, że nie dość, że kobiety straciły dach nad głową, to jeszcze przerażona babcia otrzymała mandat, jakby tragedii było mało.

Dla nas poradzić sobie z wyremontowaniem domu po tym pożarze, to jest praktycznie ciężar niemożliwy do udźwignięcia. Żyjemy z mojej emerytury, wnuczka studiuje. Ma też alimenty, ale to nie jest nie wiadomo jaka kwota. Poza tym potrzebuje na studia. To jest nieszczęście po nieszczęściu. Obie chorujemy – mówi z płaczem Maria Gąsior. – Ja dostałam po raz drugi udaru mózgu. Ledwo przyszłam ze szpitala, to Julka poszła, bo ona ma bez przerwy odmy. Operowali ją już dwa razy na płuca. Miesiąc czasu leżała w szpitalu. Teraz musimy wszystko wyrzucać, zrywać. Mi to może by nawet nie przeszkadzało, ale jej zaszkodzi na pewno – dodaje kobieta.

Julka z dziadkami mieszka od urodzenia. Nic więc dziwnego, że babcia robi co w jej mocy, aby wnuczka miała wszystko, czego potrzebuje.

-Tak się w życiu złożyło, że dziadek Julki zmarł półtora roku temu. I my zostałyśmy same. Nie poradzimy sobie. Samo to sprzątanie domu jest już trudne. Reakcji ze strony sąsiadów było niewiele. Dużo osób stało, patrzyło, jak się paliło. Bo były straże, bo byli ciekawi pewnie. Ale jak teraz ja tu siedzę od rana, i jest zimno, a bałam się włączyć czajnika, żeby znów coś się nie stało. I nikt nie podszedł. Ja bym nie wytrzymała, żeby sąsiadki nie zapytać, czy ciepłej herbaty nie zrobić, czy wszystko w porządku, a może zaproponować, żeby się ugrzać chwilkę. Oczywiście nie wszyscy, bo były pojedyncze osoby, które podjechały, zainteresowały się. Jednak to jest przykre, że ci najbliżsi sąsiedzi w większość są wobec nas obojętni – stwierdza ze smutkiem Maria Gąsior.

Pani Maria i jej wnuczka po pożarze udały się do włodarza gminy, by tam poprosić o pomoc. Jak się jednak okazało, gmina dysponuje tylko jednym mieszkaniem zastępczym. I choć wójt jak najbardziej był w stanie paniom to mieszkanie użyczyć, to one jednak musiały odmówić.

Tam jest wilgoć w ścianach, to absolutnie nie dla Julki. Nie na jej zdrowie. Powiedziałam panu wójtowi, że nie mogę tego mieszkania przyjąć, nie dlatego, że wybrzydzam, ale ze względu na Julię. Pan wójt powiedział, że dostaniemy jednorazowo tysiąc zł, bo tak się w gminie praktykuje w takich przypadkach. I to generalnie wszystko na co możemy póki co liczyć – załamuje ręce pani Maria.

Babcia i wnuczka noce spędzają póki co u rodziny w Rudzie. Wieczorem tam jeżdżą , rano wracają, by powoli uporać się ze spalonym pomieszczeniem i zadymionymi pomieszczeniami. I tak dzień w dzień.

Chcielibyśmy, żeby jak najszybciej ktoś przyszedł i zaczął to remontować. No ale nie mamy pieniędzy. Straż Pożarna ze Skomlina zaoferowała nam pomoc, że ten pokój zrobią, ale musimy pokryć koszty materiałów. Nie będę ukrywać, że nie mam z czego. To jest dla nas bardzo ważne, taka pomoc. Ale dopóki nie będzie materiałów, oni też nie są w stanie wejść do tego domu, żeby remontować. Był ten pan z firmy i jak się okazuje, żeby to zadymienie wyeliminować potrzebna jest kwota 10 tys. zł. Dla nas absolutnie nie do udźwignięcia – mówią załamane kobiety.

Nadzieją na lepsze jutro generalnie powinien być ubezpieczyciel. Niestety, tutaj cudu spodziewać się nie należy. A wszystko to przez wspomniany mandat. Jak się bowiem okazuje, jego przyjęcie w oczach ubezpieczyciela może być zwykłym przyznaniem się do winy. I nikt tu raczej nie będzie patrzył na to,że kobiecie się dom palił, że była tym faktem przerażona, że nie wiedziała, co się wokół niej dzieje. Podpisała, podpisała. A to w dobie żelaznych przepisów ubezpieczeniowych może okazać się gwoździem do trumny w całej tej patowej sytuacji.

-Człowiek w stresie nie myśli tez czy przyjąć mandat czy nie. Przecież nie podpaliła tego specjalnie. Gdybyśmy wiedziały, to byśmy go nie przyjęły – komentuje załamana Julia.

Niestety, po fakcie można jedynie żałować. Czasu się już nie cofnie. Pozostaje więc liczenie na cud, że jednak ubezpieczyciel nie okaże się taki bezduszny, jak go malują. Jeśli jednak przypuszczenia się potwierdzą, wszystko w rękach ludzi dobrej woli.

-Liczymy na wsparcie, choć już chyba coraz słabiej – przyznaje Maria Gąsior.

Promykiem nadziei okazuje się być jednak gmina. Jak zapewnia nas w rozmowie wójt Grzegorz Maras, nie zostawi on tak dotkniętych przez pożar kobiet.

-Można by faktycznie było nad jakąś zbiórką pomyśleć. Na pewno coś pomożemy z własnych środków. Najpierw chciałbym wiedzieć, czy można w tej sytuacji liczyć na PZU, a także ile panie potrzebują czasu na remont i ile ewentualnie kosztowało by lokum, gdzieś w pobliżu, które mogłyby wynająć. My jesteśmy otwarci. Nie zostawimy tej sytuacji tak – deklaruje Grzegorz Maras.

Natalia Ptak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up